Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawica. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 stycznia 2014

Fakty autentyczne na zmyślonej fikcji oparte


Od tygodni miodna kraina, Polską zwana, została po raz kolejny czarną peleryną belzebuba przykryta. Nie za sprawą szatańskich poczynań Hello Kitty, czy działań Janusza Palikota, ale pojęcia, które większość z nas poznało stosunkowo niedawno, a mianowicie - GENDER.

Ten obco brzmiący termin czytany przez hierarchów Kościoła w sposób różny: /dżender/, /gendżer/ (by fonetycznie sugerować konotacje eugeniczne), aż wreszcie /dendżer/ (co chyba najbardziej na niebezpieczeństwo wskazuje) pojawia się już wszędzie, w prasie, radiu, telewizji, internecie... a zwłaszcza w kościele. To chyba najwyższy czas, by na blogu nonkonformisty owe plugastwo zawidniało.

O ile samo pojęcie zna już każdy, o tyle sformułowanie odpowiedniej definicji, pod którą z czystym sumieniem podpisałyby się wszystkie ideologiczne frakcje, wydaje się trudniejsze niż udowodnienie, że Anton LaVey w głębi duszy był wierzącym chrześcijaninem. Pozostaje więc podpisać się pod jedną z dotychczas obowiązujących definicji lub... napisać własną. Co zapewne mało zaskakujące - nonkonformista wybiera własną i broni jej z taką samą zawziętością jak prawica twierdząc, że jest to marksistowska ideologia niszcząca rodzinę, wypaczająca zdrowe wyobrażenie na temat płci, powodująca chaos w młodych umysłach, chwiejąca ich świadomością płciową, czy też lewica uważająca, iż to szansa na doprowadzenie do realnej równości płci, "odstereotypizowania" i ostatecznego równouprawnienia.

Etymologia terminu GENDER mylnie kojarzona jest z łacińskim słowem genus, a już na pewno trudno doszukiwać się w nim związku z angielskim podobnie brzmiącym słowem gender. By należycie skrupulatnie dotrzeć do genezy owego terminu, należy cofnąć się do czasów, w którym ludzie odkryli, że werbalna forma komunikacji może okazać się przełomowa w codziennym funkcjonowaniu,  dochodząc do wniosku, że nie wszystko da się w odpowiedni sposób przekazać gestami - co bez wątpienia potwierdzić może Thamsanqa Jantjies. Wówczas, kiedy tylko nie wiedziano, jak nazwać coś obrzydliwego, ohydnego i odrażającego - mówiono po prostu /dżender/. Nie brakuje wiarygodnych plotek, że ponoć Adam z Ewą w ten właśnie sposób, po kryjomu, nazywali rajskiego węża - tak, by ten oczywiście tego nie usłyszał. Po latach ewolucji języków, internacjonalne słowo stało się słowem zakazanym i przeklętym - tym chętniej zaczerpnięte zostało przez środowiska satanistyczne. Sześć liter, sześć głosek i co najmroczniejsze - sześć głosek w trakcie czytania słowa od tyłu, było wystarczająco wymowne. Atrakcyjność słowa pod względem łatwego wyłonienia z niej symbolicznej liczy 666 nie pozostawiała środowiskom żadnych złudzeń. Mało skomplikowany rebus polegający na zamianie G na S, E na Z, N na A, D na T, E na A, R  na N potwierdził jedynie skąd owe słowo się tak naprawdę wywodzi. W ten właśnie sposób /dżender/zostało przywłaszczone przez siły zła, do momentu, gdy nie zaczęto używać go jako swoistego zaklęcia sprowadzającego niezliczone nieszczęścia. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że /dżender/ miał wpływ na całe zło, które nas spotkało. Wszelkie konflikty zbrojne, zabójstwo JFK, Atak na WTC, wojna domowa w Syrii, żywioły, katastrofy, pedofilia, aborcja, eutanazja, Justin Bieber. Wszystko, co osłabiło nas demograficznie, cywilizacyjnie, intelektualnie, czy kulturowo. Wykluczam jedynie Smoleńsk - tam był  trotyl.

Bogota, choć z pewnością nie do końca chlubna geneza terminu gender nie może przecież oznaczać dziś nic lepszego. Dalej niszczy nas od zewnątrz jak i od środka. Nie niszczy jedynie rodziny (co wydaje się być oczywiste), ale niszczy również Kościół.

/Dendżer/ stoi przede wszystkim w całkowitej opozycji do słów z listu do Efezjan: "Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głową Kościoła" - kwintesencji patriarchalnego charakteru wiary chrześcijańskiej.  W tym właśnie momencie należy spojrzeć na problem z największą powagą. Maskulinizacyjny trend Kościoła Katolickiego w dzisiejszym nowoczesnym społeczeństwie może razić, ale cóż, taka tradycja. Ewa "powstała" z żebra, Jezus wybrał 12 apostołów, żadnej apostołki, cała hierarchia kościoła kipi od testosteronu, a kobietę można spotkać jedynie w kuchni na plebanii. Podnosząc rangę jej funkcji przypuśćmy, że lud proboszczom bez spasłych brzuchów jakoś nie ufa. Ta specyficzna forma dominacji jednej płci w KK, która obca jest nawet jednostkom wojskowym, staje dziś do walki. Otrzepuje się z kurzu po ostatnich pedofilskich wybrykach, podnosi głowę i chce walki, walki o prawdziwą rodzinę. Jakim orężem? Ano tradycyjnie, patologicznymi, skrajnymi przykładami. Definicja Gender wg KK jest bowiem prosta: "gender bracia i siostry, to tłumaczenie dzieciom, by same wybierały płeć, poprzez zakładanie chłopcom sukienek i obserwację, czy aby na pewno czują się w nich nieswojo". Ta definicja niestety wielu wydaje się wystarczać.

Jakiej powagi i rzeczowej dyskusji możemy oczekiwać, gdy po drugiej stronie feminizm ma twarz Katarzyny Bratkowskiej...

niedziela, 10 marca 2013

"Pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy..."


"Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości" - ta ponadczasowa i uniwersalna sentencja Marka Twaina jest niestety przez wielu z nas traktowana z lekkim przymrużeniem oka. Myśl "nie znam się tym bardziej się wypowiem" jakoś do nas bardziej przemawia, wydaje nam się jakaś bardziej swojska.

Tym oto sposobem, przez całe swoje życie wypowiadamy wiele bzdur, mówimy coś, co zaraz po wydobyciu się z naszych ust wydaje nam się żenujące i najchętniej cofnęlibyśmy czas, by mieć możliwość zamilknięcia. Nie posiadając żadnych supermocy możemy pocieszać się jedynie faktem, że ogólnie rzecz biorąc słyszała nas jakaś garstka. Co jeśli jesteśmy osobą publiczną? Wypowiadamy się przed kamerą i słyszy nas cała Polska, a nasze słowa parafrazowane są przez cały Świat? Gdzie szukać pocieszenia? Jest trudno... ale sposoby są. Przede wszystkim w na tyle zaawansowanych zdolnościach retoryczno - psychomanipulacyjnych, by móc przekonać samego siebie, że to co się chlapnęło, to w sumie mądre było.

Tylko w przeciągu ostatnich dni mieliśmy do czynienia z kilkoma delikatnie rzecz ujmując "niefortunnymi" wypowiedziami, które odbiły się szerokim echem w naszych mediach.

1. Lech Wałęsa (co by z szacunkiem od naszego Prezydenta zacząć) i jego refleksja na temat udziału posłów homoseksualistów w życiu politycznym. Gdyby Pani Danuta wcześniej wiedziała o stosunku swojego męża (demokraty) do prawa mniejszości, mogłaby odmówić mu prawa głosu w domu, bowiem ci z wąsem byli w domu Wałęsów jakimś marginesem jedynie. Zakładając - gdyby wiedziała oczywiście - bo jak wiadomo z bestsellerowej książki "Marzenia i Tajemnice" Pani Danuta o poglądach i decyzjach swojego męża pierwsza się nie dowiadywała... Taki "nowoczesny" model rodziny, w którym jakakolwiek wiedza i świadomość kobiety kończy się gdzieś w okolicach progu drzwi do kuchni.

2. Ksiądz (profesor!) Franciszek Longchamps de Bérier i jego śmiała teza, że są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka wiedzą już, że zostało poczęte metodą in vitro, bo ma dotykową bruzdę, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych. Ja poszedłbym zatem o krok dalej i postawił jeszcze śmielszą tezę: są tacy lekarze, którzy po usłyszeniu wyżej wymienionych słów zdecydowaliby się bez zbędnych badań na bezzwłoczne leczenie księdza - ...profesora de facto.

3. Posłanka Pawłowicz (kolejne nazwisko, przy którym stawia się wątpliwy tytuł profesorski) i jej pytanie skierowane do Ministra Zdrowia, czy ministerstwo prowadzi  działania, które wspierają osoby "chcące wyjść z problemu homoseksualizmu". Pocieszenie dla Pani Pawłowicz? Pani poseł... trudno... bywało gorzej... i to w dodatku z mównicy sejmowej.

4. Poseł Stefan Niesiołowski, który raczył zdeprecjonować wagę problemu ubóstwa i głodu w Polsce podając za przykład rosnący "bezpański" szczaw, który za czasów jego "młodości" cieszył się popularnością i był jedzony z apetytem. Dziś obecność nieruszonych na drzewach owoców świadczy według niego o bogactwie i dobrobycie w POlskim Królestwie. Idąc zatem tym tokiem rozumowania, jesteśmy wielkimi niewdzięcznikami narzekając na płace, bo kiedyś nie było systemu monetarnego to i pieniężnego wynagrodzenia się nie dostawało. Nie ma co narzekać na to, że po ulicach naszego Królestwa jeżdżą 20- letnie Volkswageny, bo kiedyś to konno się przemieszczano! Służba zdrowia marna? Kiedyś nie było szpitali i jakoś sobie ludzie radzili! I można byłoby tak długo wymieniać. Reasumując więc, pytania "Premierze jak żyć?" są nie na miejscu... Faux pas chociażby w stosunku do Żydów z czasów holokaustu.

Całej czwórce pozostaje mi więc życzyć jednego. Jeśli kiedykolwiek przemknie wam przez myśl, że istnieje szansa, cień szansy chociaż, by zamilknąć, nie odezwać się ani słowem, powstrzymać się od komentarza...

...proszę ją wykorzystać, wierzę, że się uda, a cała Polska będzie trzymać kciuki!


sobota, 22 września 2012

Kandydaci na szaleńców


Nachalny w wielu sferach życia globalizm, internacjonalizm będący synonimem tolerancji i nowoczesności, aż wreszcie kosmopolityzm stający się przewodnim nurtem myślowym współczesnego Europejczyka, generuje coraz okazalszą reprezentację silnej prawicy. Mało tego! radykalizuje ją na tyle, że ta, poprzez kontrowersyjne hasła lub ataki ekstremistów (typu Brevik) staje się w Europie dostrzegalna. Potęga lewicy w Europie jest jednak bardziej namacalna (i legitymizowana przez większość „ludu”), widzimy to chociażby na przykładzie tworzenia się coraz większych organizacji partnerskich dużych podmiotów politycznych (państw) będących (przynajmniej w teorii) ponad wszelkimi podziałami – religijnymi, kulturowymi, a nawet terytorialnymi. Prawdziwa, silna prawica natomiast zaciska pięści, marszczy brwi, ale wciąż jest w większości europejskich państw jedynie w opozycji...Problemem dzisiejszej prawicy (w rozumieniu makro) jest niewątpliwie historia – a dokładniej prawicowe poglądy pewnego austriackiego niespełnionego malarza z pierwszej połowy XX wieku, które doprowadziły do czegoś, co można swobodnie nazwać jedną z największych wstydliwych plam na semantyce pojęcia „człowiek”. 

Dzisiejsza prawica musi wobec tego stawiać wyraźną grubą kreskę pomiędzy terminem: patriotyzm a nacjonalizm, by źle potencjalnym wyborcom się nie kojarzyć – [bo przecież nie każdy prawicowiec to od razu faszysta]. Owa gruba kreska jednocześnie za gruba być też nie może, by nie spotkać się z zarzutem o bezideowość. Jak propagować więc prawicowe poglądy (zwłaszcza te skrajne), by nie być posądzonym o neofaszyzm? Problem prawicy (w rozumieniu mikro – a więc odnoszącym się do polskiego podwórka) jest podobny, choć wydaje mi się być bardziej złożony – a może wynika to jedynie z mojego większego zainteresowania naszym „grajdołkiem”.Ideologiczne rozmycie partii politycznych w polskim Parlamencie nastąpiło już dawno, od lat trudno o klasyfikację głównych partii. Gdy mieliśmy w Parlamencie Giertychowe LPR z zapleczem młodzieżówki wszechpolskiej, nikt nie zadawał sobie głośno pytania: po której stronie oni stoją? Dziś patrzymy na PO i PiS (rzekomo prawicowe partie) i zastanawiamy się, jak w takim razie wygląda lewica? Sondaże, a co najważniejsze - wybory pokazują, że konkretna klasyfikacja opcji politycznej nie jest tak naprawdę ważna. Wręcz przeciwnie, im partia mniej radykalna w swoich poglądach, im bardziej umiarkowana i centrowa, tym ma większe szanse na szeroki elektorat. Owe centrum (tak widzę nasz niemal cały dzisiejszy Parlament) trzyma w garści ok. 50% elektoratu, ale co z resztą? Z tymi niegłosującymi? Najnowsze sondaże wskazują, że wśród niezagospodarowanego elektoratu najwięcej jest ludzi o radykalnych poglądach, będących jednocześnie zwolennikami teorii spiskowych (i nie mam tu na myśli Smoleńska – bo ta grupa jak dobrze wiemy znalazła swojego pasterza).Janusz Palikot troszcząc się o osierocone przez SLD środowiska lewicowe stworzył coś na wzór partii (bo od strony praktycznej partią to jeszcze trudno nazwać) i próbuje, głównie światopoglądowo (In vitro, związki partnerskie, zmniejszenie roli Kościoła w Państwie itd.) wejść w nurt lewicowy, ale mimo wszystko dużego kawałka zaufania społecznego nie "chapnął". Kto przygarnie w takim razie skrajną prawicę, która wydaje się w swojej „masie” okazalsza?


Więc tak… Roman Giertych wrócił do zawodu prawnika, a nawet jakby obudziła się w nim na nowo polityczna dusza, to trudno przypuszczać, by nadal głosił te same poglądy, które głosił jeszcze przed laty. Zrobił się jakiś bardziej centrowy, spokojny i bardziej skory do współpracy… nawet z PO. Pan Krzysztof Bosak też jakby się trochę zdystansował… no i charyzmy niewiele… PiS-owskie giermki, te o bardziej prawicowym zabarwieniu, jakby za mało nacjonalistyczne, a za bardzo hura-katolickie i o inne środowiska walczą... Od lat ambitny plan przejęcia prawicowego elektoratu próbuje być realizowany przez JE Janusza Korwin –Mikkego. Bezskutecznie. Co robi więc nie tak? W Internecie poparcie aż hula, na YT filmy z udziałem Pana Janusza biją rekordy popularności, komentarze aż mienią się od zachwytów, ochów, achów, jedni mianują już go wirtualnie królem Polski (zaznaczając zarazem swoje monarchistyczne zapędy), inni gotowi są chwycić miecz i walczyć o wzniosłe hasła, które JKM wykrzykuje już od wielu lat. To nic, że wieją one populizmem, tanim mizdrzeniem się do młodego elektoratu, propagując anarchię…  Poparcie jest i to spore… tyle, że ukryte lub nieletnie... Gdybym przerzucił się całkowicie na życie wirtualne, wyciągał wnioski obserwując nastroje w Internecie, stwierdziłbym, że Polska jest skrajnie prawicowym państwem gardzącym wręcz lewackim myśleniem – które jest nam na siłę wtłoczone przez Brukselę, tudzież samego szatana. Pomyślałbym, że JKM zostanie przy najbliżej okazji Prezydentem, Kongres Nowej Prawicy uzyska tyle mandatów, że bez płaszczenia się przed innymi będzie w stanie zmieniać Konstytucję, a o obecnym ustroju będą jedynie uczyć się nasze dzieci… na lekcjach historii – w rozdziale „Systemy niesprawdzone”. Ale są wybory i bach! Korwin na poziomie błędu statystycznego.

Co jest? Nasza prawica (tak aktywna w Internecie), tak odważnie obrzucająca wszystkich błotem, nazywając ówczesny ustrój komuną, przygotowuje się do testów gimnazjalnych? Bo właśnie tu upatruję główny problem – wiek większości zwolenników JE Janusza Korwina Mikke. Bo jak inaczej tłumaczyć te setki tysięcy głosów poparcia w sieci, a jedynie kilka w wyborczych urnach? Co z tymi, którzy serce mają po prawej stronie, a wyżej wspomnianego Pana nie traktują poważnie? Paweł Kukiz, Wojciech Cejrowski – to dzisiejsze symbole prawicowych rycerzy naszej XXI-wiecznej popkultury. Permanentnie obecną Polskę stawiają na równi z Polską lat 80-tych. Politykę rządu porównują do polityki pierwszych sekretarzy PZPR, a III RP nazywają II PRL-em. Ci Panowie, również są wielbieni przez tysiące internautów, zwłaszcza młodych, którzy nijak owego porównania nie mogą obiektywnie zweryfikować . Filmy z ich udziałem w polskim Internecie są masowo „lajkowane”. I co? Ci Panowie mentorami bezdyskusyjnie się stają, ale do polityki nie chcą. Co za tym idzie, endecja mentorów ma, ale nadal nie ma wodza.
Frustracja więc narasta, prawica radykalizuje się z dnia na dzień. Swoją złość kumuluje i czeka na swój czas, na swojego lidera. Dziś nie głosuje, bo przecież "nie ma na kogo, każdy to komunista”, ale gdy silny wódz w końcu się znajdzie… postarajmy się zdążyć przed wyborami i wręczmy mu indeks ASP bez egzaminów! ...może oszukamy przeznaczenie i zmienimy bieg historii.



piątek, 18 listopada 2011

"...Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin pobłogosławić twój karabin, bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba, że za Ojczyznę - bić się trzeba..."

Rysunek Andrzeja Mleczki

Jak dzisiaj - w stanie pokoju, definiować możemy patriotyzm? Co możemy zrobić, by móc bez chwili zawahania nazwać się prawdziwymi patriotami? Każdy ma na to pytanie zapewne inną odpowiedź. Niektórzy odpowiedzą, że swój patriotyzm okazują poprzez płacenie podatków, uczciwość wobec własnego Państwa,  czy szanowanie mienia publicznego. Inni pochwalą się patriotycznymi odruchami takimi jak wywieszenie flagi państwowej w dniach narodowych świąt, uczestniczeniem w pochodach rocznicowych. Są również i ci, którzy swój patriotyzm mylą z nacjonalizmem, rasizmem, czy też szeroko rozumianym narodowym szowinizmem. Czy polityczna sytuacja państwa temu sprzyja?

Gwałtowne rozszerzanie się grup społecznych opozycyjnych wobec rządu jest rzeczą naturalną. Zwłaszcza, gdy rząd długo nie ustępuje i zaczyna męczyć samym swoim jestestwem. W trakcie rządów lewicy - wzmacnia się skrajna prawica, w trakcie rządów prawicy swoją siłę zaczyna budować niezadowolona skrajna lewica. My znajdujemy się w o tyle ciekawym punkcie historii, że rządząca partia ma problem z samo definiowaniem  się (między innymi to gwarantuje im poparcie w granicach 40%) powoduje to wzmacnianie się tych skrajnie prawicowych, jak i lewicowych skrzydeł naszego białego orła (wokół którego dzięki PZPN-owi mamy tyle szumu) niezadowolonych z obecnej mdłej polityki. Dobrym przykładem mobilizacji były 11-listopadowe manifestacje, o których było głośno nie tylko w naszych mediach, ale i tych europejskich. Trudno oceniać atmosferę marszów opierając się na doniesieniach medialnych, które ograniczyły się do relacji bandyckich wybryków. Warto jednak pozostawiając "uczciwość i obiektywizm" przekazu mediów na bocznym torze i zastanowić się nad naszymi postawami, jak również metodami wyrażania własnych poglądów. 

Zarysowywanie w społeczeństwie demokratycznym granicy pomiędzy różnymi światopoglądami jest rzeczą naturalną, problemem mogą okazywać się jednak jaskrawe barwy. Z poglądowym radykalizmem mamy do czynienia w Polsce coraz częściej. Ba, osoby, które są w swoich poglądach bardziej radykalne dostają większy poklask swoich popleczników. Ci, którzy skorzy są do dialogu, kompromisu - spychani są na margines działalności publicznej (jak chociażby w ostatnim czasie ks. Boniecki). Bo przecież bunt musi być wyraźny! Bez umizgiwań, puszczania oczek do wrogich obozów. Skrajna lewica ma rzucać tęczowymi sztyletami do konserwatystów, ośmieszać katolicki światopogląd, przy jednoczesnym rewanżowaniu się tych drugich - (owiniętych polskimi flagami, w rękach dzierżących po kilka krzyży, symboli religijnych i narodowych) - poprzez wulgarne hasła powplatane pomiędzy cytaty Jana Pawła II, grożenie i szczucie tymi, dla których walki boiskowe są najwyższym wyrazem miłości do Ojczyzny. Polski Kościół Katolicki i tak rozgrzeszy, bowiem "wyplenianie lewactwa" stało się celem wspólnym. Anty-niemieckość, anty-rosyjskość, antysemityzm można podsycić - tak dla poczucia większej wewnętrznej siły do walki. Ci z lewej zaczną obnosić się ze swoją tolerancją wobec wszelkich, nawet najbardziej wypaczonych postaw, by podjudzić jeszcze bardziej tych z prawej i można dalej żyć w przekonaniu, że spokojnie i normalnie nie będzie.

Wszystko to opiera się na uprzedzeniach, na twardym auto-podziale polskiego społeczeństwa na tych, którzy czytają GW i oglądają TVN24 i tych, którzy czytają Gazetę Polską i słuchają... polskiego hymnu - bo przecież w ich mniemaniu tylko oni są Polakami... a nie jakąś tam zakamuflowaną opcją niemiecką. Już dawno przestaliśmy szukać dialogu, ba! dziś słowa "dialog" nie znamy, rozmowy okrągłostołowe zostają określone "porażką", wszelkie kompromisy z władzą PZPR nazwane "zdradą". Dziś Polacy stali się jacyś waleczniejsi, wytrwalsi w ciągłej wojnie (co najgorsze z samymi sobą), z Niemcami (którzy według wielu wiecznie nam w twarz plują), z Rosjanami (którzy nam Tupolewy zestrzeliwują) i całym lewackim światem, który zaczyna rękami Janusza Palikota dobierać się do naszych konserwatywnych narodowo-katolickich serc.

Daleko mi do Polski widzianej oczami uczestników parady równości, ale i tej widzianej oczami Obozu Radykalno - Narodowego. Daleko mi do sposobu "świętowania" Dnia Niepodległości poprzez zwykłe uliczne burdy i dewastacje. Marzy mi się Polska otwarta na dialog, kompromis, mająca szacunek do własnej historii, własnych wartości, wolna od uprzedzeń i nacjonalizmu. Polska bez podziału rasowego, szanująca mniejszości religijne, potrafiąca współpracować na arenie międzynarodowej, niewidząca w oczach Pani Merkel, Putina i Sarkozy'ego chęci napaści. Marzy mi się Polska bez kompleksów, bez poczucia pokrzywdzenia. Polska bez chorób wewnętrznych, bez radykałów, cwaniactwa, neonazistów, miałkości, małości, sztucznego narodowego patosu, pseudo-katolicyzmu, głupoty. Marzy mi się Polska.

niedziela, 6 lutego 2011

"Wódz populista zwie się konserwatystą. Postendeckie popłuczyny krzyczą - polskie jest Wilno!"

Rysunek Andrzeja Mleczki

Konfrontacja konserwatyzmu z liberalizmem światopoglądowym jest częścią większości debat w programach publicystycznych, jak również tych, odbywających się na co dzień w naszych domach. Często nie zdajemy sobie sprawy, że dana dyskusja, choć  ukierunkowana, jest kolejnym zderzeniem dwóch filozofii. W kampanii wyborczej w 2007 roku, określenie "liberał" nabrało statusu inwektywy. Słowo straszyło niczym Buka z "Muminków", a osoba "opluta" tym słowem, nie do końca wiedziała jak zareagować. Niby nie widziała w warstwie semantycznej niczego złego, mimo wszystko czuła się obrażona. W jednej z rozgłośni radiowych słowo "liberał" padało częściej niż Żyd, Mason i Volksdeutscher, jednocześnie będąc największą obelgą. Czy słuchacze wiedzieli co to tak na prawdę znaczy? W ich mniemaniu tak - osoba zepsuta przez zachodni system wartości, ateistyczna szmira, nieposiadająca kręgosłupa moralnego i ogólnie "człowiek"- ale tylko z wyglądu. Co innego konserwatysta - tak silnie związany z wiarą katolicką, to "Człowiek" - przez duże "C".

Tak więc receptą na "ciekawą" (emocjonalną) dyskusję jest zaproszenie do studia zadeklarowanego liberała (który nie wstydzi się tego, że nim jest) i konserwatywnego "katolickiego taliba". Przedstawienie czas zacząć. Biorę popcorn i siadam przed telewizorem. Zaczyna do mnie docierać, że człowiek (przez to małe"c") mówi dużo o człowieku, a słowo empatia nie jest mu obce, nie uległ indoktrynacjom, bierze pod uwagę zmianę własnego poglądu, a  jego "elastyczność" nie świadczy o braku kręgosłupa moralnego, a pokorze. Co słyszę od człowieka (przez duże"c")? nacjonalistyczne zapędy, paranoiczny strach przed osobami wyznających inną wiarę, używanie "Boga" jako straszaka i wielką pychę, traktując swoje poglądy jako jedyne słuszne, które powinny zostać zapisane w Konstytucji. Do kogo mi bliżej? Nie do końca mogę ufać skrajnie prawicowemu przedstawicielowi płci męskiej, każącemu rodzić zgwałconej kobiecie, opierającemu się przy tym o boskie przykazania, jednocześnie  wypowiadającemu słowo"gej" z zaczerwienionymi spojówkami i zaciśniętą pięścią. Mam przed oczami "Pana z grzywką", gdy ktoś z prawej strony swój patriotyzm udowadnia ksenofobicznymi i nacjonalistycznymi hasłami. Boję się człowieka, który używa swojej religii do walki i narzucenia własnych wartości. Na koniec, nie traktuję poważnie osoby która z Bogiem na ustach nie toleruje innego człowieka i zapomina o boskim prezencie jakim jest "wolna wola". Nikt nie ma monopolu na prawdę.

Czy to świadczy o tym, że jestem gorącym zwolennikiem związków homoseksualnych i ich prawa do adopcji? Że nie wierzę w Boga, jestem za zabijaniem nienarodzonych dzieci, a bardziej niż Polakiem czuję się Europejczykiem? Nie, ale nie chciałbym, by ktoś, kto na podstawie swojej wiedzy książkowej lub biblijnej z przekonaniem mówił, co będzie dla mnie lepsze.
         Są pytania, na które nie można odpowiedzieć ze stuprocentową pewnością, bo kiedyś zobaczymy wielki znak z napisem: "POKORA"


"- Co jeśli się Pan myli?
- Co jeśli się mylę? Rzecz w tym, że każdy może się mylić. Wszyscy możemy się mylić w kwestii Latającego Potwora Spaghetti, Różowego Jednorożca i Latającego Czajniczka. Domyślam się, że została Pani wychowana w wierze chrześcijańskiej. Wie pani co to znaczy wyznawać jakąś konkretną religię, nie jest pani Muzułmanką ani Hinduistką. A dlaczego nie Hinduistką? Bo tak się złożyło, że została Pani wychowana w Stanach Zjednoczonych, nie w Indiach. Gdyby wychowała się Pani w Indiach byłaby Pani Hinduistką. W Danii, w czasach Wikingów wierzyłaby Pani w Wotana i Thora. W starożytnej Grecji w Zeusa. W Środkowej Afryce wyznawałaby Pani wiarę w Wielkiego JuJu z gór. Nie ma szczególnego powodu, żeby wybierać judeochrześcijańskiego Boga, w którego wierzy Pani przez czysty przypadek, bo tak została Pani wychowana. A teraz pyta mnie Pani: 'co będzie jeśli się mylę?'. A co będzie jeśli Pani się myli w kwestii wielkiego JuJu na dnie morza?"
- Richard Dawkins;BookTV; 10/23/06