Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prezydent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prezydent. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 listopada 2012

"Ten upiór, który daje wiarę i upór, który krzyczy "nie dyskutuj" i każe wznosić mury z trupów. Upiór, z którym bym walczył na ogół jeszcze wczoraj, a dziś? Szkoda zachodu..."


Za każdym razem podejmując temat katastrofy smoleńskiej, obiecuję sobie: „to ostatni raz”, „nie poddam się tej próbie zrobienia z 10 kwietnia tematu numer 1”. Kolejny raz biorę głęboki wdech, liczę do dziesięciu, w myślach powtarzam sobie „tym razem nie dam się sprowokować” i bach! przegrywam zakład z samym sobą.

Wytrzymałbym, obiecuję – wytrzymałbym, gdyby granica absurdu w tym temacie nie była nagminnie przekraczana. Udałoby mi się, gdyby główna partia opozycyjna nie robiła z powyższego tematu swojej karty przetargowej i nie dostrzegała w nim szansy na przejęcie władzy. Zacisnąłbym zęby, gdyby nie zatrważające statystyki mówiące o tym, że ok. 1/3 społeczeństwa wierzy w teorię zamachu.  

Wznowienie gorącej dyskusji w debacie publicznej zawdzięczamy niedawnemu „artykułowi” w „Rzeczpospolitej” i rzekomym trotylu wykrytym na siedzeniach wraku Tu-154M. Reakcja wyznawców teorii zamachu była momentalna: „A nie mówiliśmy! Bomba! Ruscy z Tuskiem podłożyli bombę!”, Prezes PiS wraz ze najznamienitszym polskim ekspertem od katastrof lotniczych Antonim Macierewiczem zwołał posiedzenie komisji, która od początku przekonuje społeczeństwo, że mieliśmy do czynienia ze sztuczną mgłą, bombą i morderstwem 96 osób z Prezydentem RP na czele. Następnie konferencja prasowa Pana Jarosława Kaczyńskiego i coraz mocniejsze słowa, oskarżenia… wszystko to na podstawie domniemań prasowych. Jak smutnie jawi się więc partia, która jedyną szansę na rządzenie upatruje w opieraniu się na mało wiarygodnych artykułach prasowych. Przerażające jest to, że Kandydat na Premiera (i nie mówię tu oczywiście o prof. Glińskim) staje się tak niepoważny, niezrównoważony i niepoczytalny.

Biorąc notkę „Rzeczpospolitej” za pewnik, a tak to potraktowała główna partia opozycyjna powinno się działać szybko, a mianowicie powiadomić natychmiast siły NATO o zabójstwie Prezydenta jednego z sojuszników organizacji. Czyżby PiS taki krok uważał już za daleko idący?  To jak jest? Szczerze wierzą w zamach i mają na to dowody, czy jest to jedynie bazowanie na ludzkiej naiwności i przekonaniu, że im dłużej niewyjaśniony temat smoleński wisi w powietrzu, tym dłużej można posługiwać się dezinformacją i pielęgnować mit zamachu?

Problem zwolenników teorii „zabójstwa smoleńskiego” jest następujący. Wcześniej wmawiano im sztuczną mgłę – gdy okazało się, że po wielu dowodach i ekspertyzach owa hipoteza zaczynała być absurdalna, zaczęto upierać się, że była to po prostu bomba. Tu nasuwa się oczywiste w tym momencie pytanie: „ok skoro bomba, to ktoś ją musiał podłożyć” i tu jest problem, słyszmy odpowiedź: „a tego nie wiem, ale to zamach był! Zabili naszego Prezydenta!” . Otóż na spokojnie zastanówmy się, kto w takim razie mógł rzekomą bombę podłożyć? Może Rosjanie w momencie, gdy nasz Tupolew był przez nich serwisowany? Ok. dostajemy Tupolewa z bombą i? Nasze służby zauważają bombę (bo fakt, że została ona przeoczona jest tak samo absurdalny jak to, że Tusk podał ową bombę w wielkim zielonym prezentowym pudełku z wielką czerwoną kokardą Posłowi Karpiniukowi z podpisem „W środku nie ma bomby, to prezent dla Putina, możecie mi wierzyć!”) i co robią w takiej sytuacji? Wzruszają ramionami i zgodnie stwierdzają: „oj dobra, bez napinki,  może nic nie wybuchnie, niech lecą z bombą” i owa bomba 7 kwietnia z Premierem nie wybucha, 10 już tak.  Skoro to wydaje się, delikatnie rzecz ujmując, mało wiarygodne, to w takim razie, jak ta bomba się tam znalazła? Ktoś z pasażerów zabawił się w islamskiego terrorystę i jakimś cudem udało mu się przedrzeć na pokład z kamizelką nafaszerowaną ładunkami, po czym nad lasem smoleńskim krzyknął „Allahu Akbar” i…

Wszystkie możliwości pojawienia się rzekomej bomby na pokładzie brzmią groteskowo. Nie dziwię się więc wyznawcom teorii zamachu, że poza krzykiem „zamach”, „bomba” nie przeprowadzają żadnego procesu myślowego mającego na celu wyodrębnić choć jedną, w miarę wiarygodną hipotezę i ewentualną odpowiedź – jak ta bomba na pokładzie Tu-154M w ogóle się znalazła?

Może łatwiej byłoby im w takim razie odpowiedzieć na pytanie, komu ten zamach w ogóle był na rękę? Czy zwolennicy teorii zamachu naprawdę wierzą w to, że ktokolwiek mógłby ryzykować tak wiele, robiąc zamach na taką skalę tylko po to… no właśnie po co? Przecież Lech Kaczyński, ani tym bardziej inni pasażerowie Tu-154M nie mieli dużego wpływu na globalną politykę, na rosyjską również. Nie trzeba być absolwentem studiów nauk politycznych, by wiedzieć, że Polska jest dosyć małym pionkiem na całej planszy. Nie jesteśmy mocarstwem, które trzeba wyeliminować, bo zaczynamy przejmować władzę nad wszystkim co się rusza.  

Interesujące jest również domaganie się przez PiS powołania międzynarodowej komisji, która wyjaśniłaby „nasz katastrofę”. Hm partia, która ma zawsze buzię pełną frazesów, najwięcej mówi o suwerenności, o decydowaniu samemu we własnej sprawie, partia, która od lat buduje (wraz z niektórymi mediami) nieufność wobec partnerów UE, chce powierzyć tę sprawę (tak kluczową) w obce ręce? Niekonsekwentne? No trochę tak, zwłaszcza, że w międzynarodowej komisji powinni zasiadać m.in. rosyjscy „delegaci” – nie tylko ze względu na to, że na terenie Rosji doszło do samej katastrofy, ale również z prostego powodu, że to właśnie Rosjanie na Tupolewach znają się najlepiej. Wszystko to jest jakieś nielogiczne, niepoukładane… ale cóż... najważniejsze, by MIT ZAMACHU wisiał w powietrzu jak najdłużej, a upiór straszył...

Szkoda, że wszystko to odbywa się kosztem naszego wizerunku na Świecie. Jak mamy być bowiem poważnie traktowani, jak mamy być postrzegani jako silne, suwerenne Państwo, które radzi sobie ze swoimi wewnętrznymi problemami, skoro ciągle oczekujemy od kogoś pomocy? Jak inni mają mieć do nas choć krztę szacunku, skoro Euro-parlamentarzyści z PiS robią największą antyreklamę naszego Państwa nazywając Je niepraworządnym, niedemokratycznym i słabym.

Patrząc na sprawę z drugiej strony - nie da się ukryć, że chcemy wierzyć w ten domniemany zamach, chcemy być Chrystusem Narodów, Państwem  postrzeganym jak, to ciągle szargane, wyniszczane i tłamszone. Państwem, które nie ma sobie nic do zarzucenia, a które wmawia innym, że podróże jednym samolotem ludzi najwyższych rangą w Państwie, to coś normalnego… tylko kurczę wróg się ciągle czai, ktoś ciągle kłody pod nogi rzuca, jak nie mgły, to bomby, strzały i harpuny. 

Chcemy wierzyć w to, że jesteśmy tak samo profesjonalni jako Państwo, jak USA, Niemcy, Francja, Wielka Brytania… tylko pecha mamy.  Wreszcie pewne środowisko polityczne wierzy w zamach, ewentualnie samo nie wierzy, a chce wmówić, bo to już nie Polska, nie my jako Naród… ale Ś.P. Lech Kaczyński stałby się dzisiejszym, swojego rodzaju (polskim) Jezusem Chrystusem. Jak tu nie budować politycznego kapitału?! 

wtorek, 10 sierpnia 2010

"Trudno o zaufanie, gdy tak pięknie bezgrzeszni chwytają za kamień..."


Czasami pozostawienie czegoś bez komentarza, jest odpowiednią reakcją, zwłaszcza na coś,co nie mieści się już w głowie, na coś na co brakuje odpowiednich słów, właściwych odniesień. Z drugiej strony, może być to zrozumiane jako akceptacja,więc zdecydowałem się na kilka słów na temat "krzyża" – „tego krzyża”.Jak to zwykle bywa...wszelkie dyskusje na jego temat wywołują emocje - i dobrze- o ile są one zdrowe, a co najważniejsze, gdy nie mieszamy do tego polityki...Niestety w tej kwestii jest to chyba niemożliwe. Poziom „dyskusji” sięgnął już dna, ale są  jeszcze ludzie, którzy stoją z łopatami i zaczynają kopać…

Słuchając od lat „wypowiedzi” słuchaczy „Radia Maryja”, myślałem – OK, z częścią społeczeństwa nie jest dobrze – powiedzmy sobie szczerze – jest źle, ale to jakiś „odsetek” który zamyka się w swoich „gettach” – swoich pielgrzymkach, swoich spotkaniach i jest im tam dobrze. Nie pozwalają na relacje z pielgrzymek innym stacjom (niemiecko-żydowsko-rosyjskim) i sami nie pchają się na zewnątrz, stoją/siedzą/klęczą, podjudzając siebie nawzajem, „chrześcijańsko” wyzywając „wrogów” od pedałów,chamów, masonów, Żydów- (a to w ich subkulturze najgorszy inwektyw, co wydaje się jednym wielkim absurdem, bo przecież Jezus z Torunia nie był). Nikt nie stawia sobie już nawet za cel, by „rozdziewiczać intelektualnie” tą społeczność, jednak sytuacja robi się nieciekawa, gdy Ci ludzie wyjdą na ulice, fakt- z wielkim grymasem na twarzy, że muszą chodzić po „czarnym” asfalcie z dotacji (za przeproszeniem) europejskich, muszą oddychać tym samym powietrzem co ci, którzy oglądają telewizję TVN, Polsat i czytają „Gazetę Wyborczą”, ale mimo tych niedogodności, maszerują, organizują się i poszerzają szeregi. Co przeraża najbardziej- to nie są tylko ci ludzie, którzy w swoich katolickich żyłach mają pełno nienawiści do wszystkiego dookoła (w zamian z bezgranicznym zaufaniem do Ojca Tadeusza) - obok nich stoją ci, którzy nie są jego wyznawcami,ale fanatykami jednej słusznej partii- a ich już jest trochę więcej.

Emocje tych ludzi sięgają zenitu, a co robią czołowi politycy PiSu? – uspakajają tłum dla dobra sprawy? Myślą nad kompromisem? Nie…oni stają w tych samych szeregach, prosząc o więcej krwi! Czy Pan Jarosław walczy o nowy elektorat? Nie, on walczy o ten, który i tak już ma w garści…elementarny polityczny błąd? – nie. On z wyborców robi wyznawców, z wyznawców fanatyków, a z fanatyków bojówkarzy – i mamy nieformalną brygadę stojącą za partią, która wypuszczana jest w odpowiednich sytuacjach, będąca w stanie oddać własne życie. Czy ci ludzie czują się manipulowani? Pewnie nie, czy „okładając” swoim podręcznym krzyżem „wrogów” mają coś wspólnego z Bogiem? Pewnie nie, ale mają poczucie wyjątkowości i spełnienia. Pan Prezes razem ze swoją „armią” dalej będzie walczył o to, by Jego ś.p. brat miał więcej pomników w Polsce niż sam Jan Paweł II, by z każdym dniem coraz bardziej wmawiać niemalże boski wymiar Lecha Kaczyńskiego. Kwestionować rzeczywistość, tłumacząc, że wszystko dookoła wyglądałoby inaczej gdyby nie „zamach” i nie należy żyć tym co jest, ale żyć tym co by było! Być może pomysł, na postawienie czegoś monstrualnego, zasłaniającego Pałac, a przede wszystkim przyćmiewającego obecnego Prezydenta „zakodowanym przekazem”, że PRAWDZIWY PREZYDENT to zginął –a raczej poległ, ku chwale Ojczyzny, ucieszyłby najbardziej.

Wszelka agresja, byłaby do zniesienia, bo do czego zdolny jest człowiek przekonujemy się od lat. Nie jest do zniesienia, gdy do tej nienawiści, chorego fanatyzmu,agresji i zaślepienia miesza się Boga i symbole- narodowe i religijne – które dla niektórych są rzeczywiście ważne. Flaga, Godło, „Solidarność” zostały już zgwałcone dawno. Zbrodnia Katyńska została zrównana do poziomu katastrofy Smoleńskiej,czas na Krzyż i symbol „Polski Walczącej”- który nie wiadomo z jakiego powodu manifestowany jest w trakcie awantur pod Pałacem (tak jak i jednoczesne okrzyki„Jarosław! Jarosław!”). Wycierajmy się dalej o wszystko, co jeszcze do niedawna było powodem naszej Polskiej Dumy, zbezczeszczajmy wszystko, co jest do zbezczeszczenia, w imię walki politycznej! W zamian tego postawmy nie jeden krzyż, a tysiące pod Pałacem Prezydenckim, miliony na ulicach, setki na własnych podwórkach, pokażmy Światu, że jesteśmy najbardziej „wierzącym”Narodem! Największy pomnik Jezusa na Świecie już przecież u nas powstaje, bo co jak co, ale walki z Brazylią w kwestii siły wiary nie możemy przegrać!

Czy Bogu się to podoba? Prosił nas o stawianie posągów i wielbienie ich, a co lepsze ściganie się kto postawi większy? Nie? To nauczymy Go naszej religii! Będą na nas patrzeć, nie z podziwem, a z zażenowaniem i pożałowaniem? Jeśli tylko ci na dole to pół biedy…