POST USUNIĘTY PRZEZ ACTA
"Kiedy wszyscy wokół Ciebie równiuteńko idą, Przyjacielu Ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość"
poniedziałek, 23 stycznia 2012
wtorek, 17 stycznia 2012
"Demokracja? Nawet jak kulawa i młoda...ale przyzwyczaiłem się już do niej, trochę szkoda..."
Rysunek Andrzeja Mleczki
Według Goerge'a Orwella, polityka została wymyślona po to, aby kłamstwo
brzmiało jak prawda. Co za tym idzie, w polityce sukces osiągać winni tylko ci,
którzy kłamią tak dobrze, że ich kłamstwo zaczyna brzmieć prawdziwiej, niż sama
prawda.
Czy rzeczywiście polityka wyzuta jest z wszelkich pozytywnych intencji,
ściśle wiąże się z blefami, swoistą grą w pokera z własnymi wyborcami? Po
części tak - ale jest to grzech nie tylko samych polityków (którzy często
według nas ponoszą winę nawet za złą pogodę), ale systemu i nas - wyborców.
Zacznijmy od wspomnianego systemu, który buduje całą specyfikę naszego
Państwa (jak zresztą większości państw w dzisiejszym XXI-wiecznym Świecie).
Demokracja, którą już Platon nazywał najgorszym wśród wszystkich praworządnych
ustrojów, ale najlepszym wśród wszystkich nierządnych, narzuca rytm
"działania" dla całej politycznej elity.
Dla własnego bezpieczeństwa (zanim przejdę do podkreślania wypaczenia
owego ustroju) podkreślam, że mimo wszystko jestem demokratą. - To tak na wypadek,
gdyby amerykański rząd dowiedział się o moim sceptycyzmie i wysłał do mnie
swoje wojsko w ramach akcji stabilizacyjnej.
Mimo wielu oczywistych zalet demokracji, mamy do czynienia z jedną
znaczącą wadą w kwestii szeroko rozumianego "dobra ogółu". Co zarazem
przekłada się na jakość rządzenia wybranej przez nas w demokratycznych wyborach
opcji. Krótko mówiąc, chodzi o perspektywiczne patrzenie naszego
"króla", który ma na uwadze, że jego kadencja trwać będzie jedynie
kilka lat. Kto o zdrowych zmysłach przeprowadzałby więc reformy, które są w
istocie dobre, ale odczuwalne byłyby dopiero w kolejnym dziesięcioleciu?
Najważniejsze dla danego ugrupowania, które wspina się na szczyt władzy, nie
jest zastanawianie się nad tym, czy podjęta przezeń decyzja będzie za
kilkadziesiąt lat wspomniana w książce do historii, jako przykład przełomowego
posunięcia dla obecnie funkcjonującej gospodarki/ rolnictwa/ przemysłu itp.,
najważniejszy jest aktualny odbiór społeczny doraźnego manewru.
Nie trzeba legitymować się wykształceniem ekonomicznym, by wiedzieć jak
długofalowym procesem jest rozwój ekonomiczny państwa. Nijak ma się to więc do
naszych politycznych krótkodystansowców, których wzrok sięga najdalej do
kolejnych wyborów parlamentarnych. Nie ma się co dziwić, że kolejne kampanie
wyborcze pełne są tych samych frazesów, obietnic o zwiększeniu zarobków,
zmniejszeniu podatków i poprawieniu kondycji Służby Zdrowia. Choć trąci to
wszystko banałem, zawsze będzie przez nas "kupowane" chętniej, niż
szeroki, długoterminowy plan działania. Plan, obejmujący chwilowe zwiększenie
podatków, wprowadzenie trudnej reformy, która w trakcie wdrożenia w życie
poniesie za sobą wiele niedogodności, ale zrekompensuje nam to wszystko za
kilka lat. Po co? Przecież ważne jest dziś i teraz! W relacji "polityk -
wyborca" nie zachodzi więc żaden konflikt interesów.
Polska na szczęście w tej krótkowzroczności nie jest osamotniona, co
ukazał nam obecny światowy kryzys. Z natury nie lubimy planować jutra, chcemy
ŻYĆ dniem dzisiejszym, co często wiąże się ze smutnymi rezultatami.
Wracając do mistrzostwa w zręcznym kłamstwie... to jak dobrego łgarza
musimy mieć u władzy dzisiaj? Skoro na początku drugiej kadencji notuje 40%-owe
poparcie? Co najlepsze- w expose zapowiada podniesienie wieku emerytalnego,
zniesienie wielu ulg, poza tym robi jakieś zamieszania z refundacją leków i
delikatnie rzecz ujmując nie imponuje wyborcom swoim dobrodziejstwem. Dochodzą
tu zatem dodatkowe polityczne atuty pozwalające na utrzymywania poparcia
społecznego - sympatyczność, używanie magicznego słowa "przepraszam"
i katastrofalnie słaba opozycja, dla której powinno się poświęcić oddzielny
wpis.
Demokracja bardziej niż logiki i realnego rządzenia potrzebuje
MARKETINGU. To, że patrzymy często na polityków, jak na zwykłych aktorów nie
jest winą ich samych. Grają bowiem w teatrze, który sami tworzymy - my,
wyborcy. Wszystko to bazuje na kruchej konstrukcji opartej na cienkich,
plastikowych "wzmocnieniach", malowanych co jakiś czas na inny kolor
- ładnej, jaskrawej farby.
Z drugiej strony, zawsze gdy rzucę kamieniem w "swój ustrój"
myślę, że i tak mam duże szczęście - mając do owego "rzucania" w
ogóle prawo. Spojrzę na sytuację w Korei Północnej i cieszę się, ze mój płacz
po śmierci rządzącego nie jest oceniany w kategoriach mojego oddania dla kraju
(nie ponoszę konsekwencji za zbyt małą ilość wylanych łez). Nie muszę obawiać
się, że wstawiając niniejszy wpis, trafię do obozu pracy, a moja rodzina będzie
internowana tylko dlatego, że zwę się NONKONFORMISTĄ.
poniedziałek, 9 stycznia 2012
"Kiedy czas nam będzie słodko mijał. Kiedy w radiu będzie już tylko Radio Maryja..."
Rysunek Andrzeja Mleczki
Dwa lata funkcjonowania w sieci
jako Nonkonformista13 minęło tak niepostrzeżenie, że zapomniałem o jakimś
hucznym sposobie świętowania "urodzin". Mógłbym pokusić się chociaż o
jakieś podsumowania, wnioski i statystyki. Obawiam się jednak, że wszystko to
zawieje tak silną dawką pesymizmu, że żaden odcinek komediowej serii
"Trudnych Spraw" nie zdołałby wyprostować mojej równowagi
emocjonalnej do wymaganego optimum. Wniosków więc nie będzie. Robiąc sobie
zarazem małą retrospekcję w postaci przejrzenia własnych starych bazgrołów,
doszedłem do wniosku, że poświęcając wiele miejsca partii PiS, Prawdziwym
Polakom, zapominam o tych, którzy tak bardzo "zainteresowania"
potrzebują, mianowicie: tzw. RODZINA RADIA MARYJA.
Wspomniany brak pomysłu i chęci
na świętowanie urodzin Nonkonformisty13 wiąże się z poruszanym przeze mnie
tematem w dzisiejszym wpisie. Dlaczego? Bo Ci, w przeciwieństwie do mnie,
urodziny robią z rozmachem. Ba! Owe "imprezy" są na tyle
elektryzujące, że przychodzą na nie nawet Ci, niezaproszeni (-niepolskie
media).
Skoro 20. urodziny RM, skoro 2.
urodziny Nonkonformisty13 i skoro do tej pory brak z mojej strony wpisu na
temat fenomenu o. T. Rydzyka - nastał odpowiedni czas.
Czym tak naprawdę są media
Tadeusza Rydzyka? Produktem wynikającym z potrzeby społecznej ewangelizacji?
Tworem będący swoistym drogowskazem dla tych, którzy owego drogowskazu
potrzebują? Czy po prostu zwykłym manipulacyjnym narzędziem w celu
rozpowszechniania własnej myśli światopoglądowej?
Starania o koncesję wymagają
spełnienia funkcji misyjnej... dzięki temu m.in. rozgłośnia nie ponosi takich
kosztów, jakie ponoszą inne komercyjne radia. W zamian musi jednak wyrzec się
reklam. W tym względzie RM nie do końca dotrzymuje obietnicy (a to grzech!),
reklamy chociażby "Naszego Dziennika", czy Wyższej Szkoły Kultury
Społecznej i Medialnej hulają aż miło. Niekonsekwencja, a mówiąc dosadniej
cwaniactwo tego medium nie ogranicza się jedynie do tej kwestii. Zwinnie bowiem
lawiruje się tam na granicy samej wspomnianej już "misji radia". Program
zgodnie z nadaną mu koncesją definiowany jest jako społeczno-religijny. W
istocie tak jest i nikt z przeciwników RM tego nie podważa. Warto byłoby jednak
zwrócić uwagę na poszczególne programy, sposób ich prowadzenia i dobór gości,
który wydaje się być mało pluralistyczny. Na początku drugiego tysiąclecia, w
trakcie ogólnej społecznej dyskusji na temat wejścia Polski do UE, Radio Maryja
wyraźnie przekonywało swoich słuchaczy do "własnych racji". Częstymi
gośćmi w Radiu byli reprezentanci Ligi Polskich Rodzin, którzy dyskutowali z
innymi eurosceptykami - co momentami wyglądało karykaturalnie. Przestało tak
wyglądać, gdy owa praktyka powtarzała się przy wyborach parlamentarnych w 2005
i 2007 roku. Stało się to po prostu w ww. rozgłośni standardem, czy demokratycznym?
pewnie niekoniecznie. A i dobór godziny antenowej "Rozmów
niedokończonych" (które mają największy udział w kształtowaniu poglądów
słuchacza) nie jest przypadkowy. Późny wieczór pozwala każdemu słuchaczowi na
włączenie w swoim domowym zaciszu odbiornika i wsłuchiwanie się w
"radiomaryjny głos". Dowodów na kompletny brak obiektywizmu jest
mnóstwo i wystarczy przejrzeć dane z Biuletynu Informacyjnego KRRiT.
Największym problemem nie jest
jednak owa subiektywność - bowiem to cechuje większość dzisiejszych mediów.
Problemem są manipulacyjne zapędy o. Tadeusza. Radio buduje przede wszystkim
niezwykłą więź słuchaczy. Finansowanie RM przez samych zwolenników daje
poczucie budowania czegoś wspólnego, bez wpływu obcego kapitału (co często
zarzuca się innym mediom), częsty telefoniczny kontakt z ludźmi, dający
poczucie współtworzenia programu. Powoduje to prosty mechanizm - "jeśli
jestem częścią rozgłośni, która forsuje dany pogląd - zaczynam modyfikować
swoje spostrzeżenia tak, by były tożsame ze spostrzeżeniami rozgłośni, którą
sam tworzę". Niczego się przecież tak łatwo nie manipuluje, jak właśnie
tłum. Zwłaszcza, gdy wszystko inne nazywa się szatańską iluzją- i tworem
manipulacyjnego TVN-u i GW. Coraz bardziej słuchacz zatraca zdolność własnej
analizy.
Jak więc Radio Tadeusza Rydzyka
zdołało przekonać do siebie swoich słuchaczy? Poza oczywistą potrzebą słuchania
przez nich radia głoszącego katolickie treści, mamy do czynienia z czymś
znacznie poważniejszym w kontekście wspomnianej propagandy. Duży odsetek
odbiorców charakteryzuje ogólne niezadowolenie z otaczającego nas Świata,
sytuacji politycznej po transformacji, zawiedzenie, rozczarowanie i poczucie
pokrzywdzenia. W RM odnajdują ludzi będących ich psychologicznymi
bliźniętami.
Nie chciałbym używać mocnych
porównań, ale w poprzednim stuleciu pewien Pan z charakterystycznym wąsem
również zdał sobie sprawę z siły jaką niesie za sobą wzbudzanie niepewności,
pokrzywdzenia, odrzucenia... następnie szukał kozła ofiarnego będącego powodem
wszelkich klęsk i niepowodzeń. Mimo zdarzających się antysemickich wystąpień
wielu "profesorów" i "ekspertów" RM, wspomnianym
"kozłem" wg nich nie są Żydzi, ale każdy NIE-POLAK - wyborca PO,
Ruchu Palikota, SLD, każdy czytelnik GW, widz TVN. Choć cel obu Panów owej
manipulacji jest oczywiście różny, to nie da się ukryć, że Dyrektor korzysta z
podobnego mechanizmu, co wielu znanych propagandystów w historii.
Problem Radia Maryja jest szeroki
i można byłoby pisać na ten temat książki, zamiast robić na ten temat krótkie notki
na blogu. Odczuwam jednak potrzebę piętnowania czegoś, co posiada tak silny
wpływ (często niekontrolowany) na poszczególne grupy społeczne. Zwłaszcza, gdy
stają się one agresywne, zatracają sens słowa "dialog", a przede
wszystkim przestają myśleć samodzielnie.
~zmanipulowany
Subskrybuj:
Posty (Atom)


