wtorek, 23 października 2012

„wszystko, co na górze musi kiedyś spaść”

Rysunek Andrzeja Mleczki

Każda partia polityczna zwłaszcza, gdy osiąga sukces (wygra wybory) musi liczyć się z bolesnym upadkiem. Od niej samej zależy jednak, kiedy ten upadek nastąpi. W historii III RP najboleśniejszy upadek zanotował Sojusz Lewicy Demokratycznej. W kraju, który przez lata tłamszony był przez ustrój ściśle związany z Panem Leszkiem Millerem, Aleksandrem Kwaśniewskim, Józefem Oleksym, stworzono partię, która nadal czerwona była, ale jakoś estetyczniej tą czerwonością emanowała. Mało tego! SLD w 2001 roku osiągnęło wynik 41%! Po wielu aferach, w które zamieszani byli czołowi działacze partii, Sojusz wraz z UP i PD w 2005 roku spadł do poziomu 13%. O żadnym telemarku mowy być nie mogło. Upadek bolesny, do tego skazanie na długą rehabilitację.

Prawo i Sprawiedliwość, wielkie zwycięstwo… 2 lata i porażka. Klęska o tyle dotkliwa, że z  największym wrogiem, szatanem w czarnej pelerynie, Lordem Voldemortem polskiej sceny politycznej – Platformą Obywatelską RP. Tym sposobem na tron usiadła kolejna partia i narodził się kolejny ambitny plan utrzymania władzy w rękach dłużej, niż przez jedną kadencję. Koalicja z Polskim Stronnictwem Ludowym (ugrupowaniem, które potrafiłoby dogadać się w jednej chwili z Palestyńczykami i Izraelczykami, trzymając jednocześnie amerykańską flagę w ręku i wykrzykując „Allahu Akbar!” nie dostrzegając przy tym żadnego konfliktu interesów) i znowu spięcie pośladków, nadymanie się i próba utrzymania społecznego poparcia na dłużej.

W 2011 roku nastąpił test. Słaba, momentami karykaturalna opozycja, węsząca bomby w smoleńskim Tupolewie pozwala Platformie wygrać kolejne wybory i cierpliwie czeka na swój moment, a ten długo wyczekiwany moment chyba powoli nastaje. Pijar PiSu znacząco się zmienia. Marketing wskoczył na wyższy szczebel i mamy „kandydata PiS na premiera” (który jest iluzoryczny, ale PR skuteczniejszy niż przekonywanie społeczeństwa, że Putin z Tuskiem to kumple ze szkolnej ławki), do tego dyskusje eksperckie na temat „najważniejszych” społecznych spraw (nic one specjalnego do ogólnej debaty publicznej nie wnoszą, ale są niewątpliwie poważniejsze, niż wystąpienia Pana Macierewicza, który upierał się, że Rosja wypowiedziała nam 10.04.2010 wojnę) i cała ta konstruktywna krytyka rządu zaczyna najzwyczajniej w świecie popłacać, PO spada, a PiS rośnie w siłę.

Donald Tusk wygłasza więc kolejną przemową ku pokrzepieniu serc, problemy społeczne przykrywa odgrzewanymi kotletami (ustawa antyaborcyjna, in vitro)- tematami, które zawsze dominują w programach informacyjnych i publicystycznych – bo kto w takim razie będzie wspominał o debacie eksperckiej PiSu w sprawie rynku pracy, skoro w Sejmie O LUDZKIM ŻYCIU mowa! W kolejnych wyborach zabetonowanie polskiej sceny politycznej znów spowoduje walkę pomiędzy PO i PiSem. Jedni zagłosują na PO, bo PiS sektą powiewa, a drudzy na PiS, bo PO to jakaś nieudolna zgraja kolesi.  Summa summarum upadku SLD, ugrupowanie Donalda Tuska pewnie nie powtórzy, ale przegrana z Jarosławem Kaczyńskim i jego „armią” bolałaby chyba bardziej… a staje się jakby coraz bardziej realna...


sobota, 22 września 2012

Kandydaci na szaleńców


Nachalny w wielu sferach życia globalizm, internacjonalizm będący synonimem tolerancji i nowoczesności, aż wreszcie kosmopolityzm stający się przewodnim nurtem myślowym współczesnego Europejczyka, generuje coraz okazalszą reprezentację silnej prawicy. Mało tego! radykalizuje ją na tyle, że ta, poprzez kontrowersyjne hasła lub ataki ekstremistów (typu Brevik) staje się w Europie dostrzegalna. Potęga lewicy w Europie jest jednak bardziej namacalna (i legitymizowana przez większość „ludu”), widzimy to chociażby na przykładzie tworzenia się coraz większych organizacji partnerskich dużych podmiotów politycznych (państw) będących (przynajmniej w teorii) ponad wszelkimi podziałami – religijnymi, kulturowymi, a nawet terytorialnymi. Prawdziwa, silna prawica natomiast zaciska pięści, marszczy brwi, ale wciąż jest w większości europejskich państw jedynie w opozycji...Problemem dzisiejszej prawicy (w rozumieniu makro) jest niewątpliwie historia – a dokładniej prawicowe poglądy pewnego austriackiego niespełnionego malarza z pierwszej połowy XX wieku, które doprowadziły do czegoś, co można swobodnie nazwać jedną z największych wstydliwych plam na semantyce pojęcia „człowiek”. 

Dzisiejsza prawica musi wobec tego stawiać wyraźną grubą kreskę pomiędzy terminem: patriotyzm a nacjonalizm, by źle potencjalnym wyborcom się nie kojarzyć – [bo przecież nie każdy prawicowiec to od razu faszysta]. Owa gruba kreska jednocześnie za gruba być też nie może, by nie spotkać się z zarzutem o bezideowość. Jak propagować więc prawicowe poglądy (zwłaszcza te skrajne), by nie być posądzonym o neofaszyzm? Problem prawicy (w rozumieniu mikro – a więc odnoszącym się do polskiego podwórka) jest podobny, choć wydaje mi się być bardziej złożony – a może wynika to jedynie z mojego większego zainteresowania naszym „grajdołkiem”.Ideologiczne rozmycie partii politycznych w polskim Parlamencie nastąpiło już dawno, od lat trudno o klasyfikację głównych partii. Gdy mieliśmy w Parlamencie Giertychowe LPR z zapleczem młodzieżówki wszechpolskiej, nikt nie zadawał sobie głośno pytania: po której stronie oni stoją? Dziś patrzymy na PO i PiS (rzekomo prawicowe partie) i zastanawiamy się, jak w takim razie wygląda lewica? Sondaże, a co najważniejsze - wybory pokazują, że konkretna klasyfikacja opcji politycznej nie jest tak naprawdę ważna. Wręcz przeciwnie, im partia mniej radykalna w swoich poglądach, im bardziej umiarkowana i centrowa, tym ma większe szanse na szeroki elektorat. Owe centrum (tak widzę nasz niemal cały dzisiejszy Parlament) trzyma w garści ok. 50% elektoratu, ale co z resztą? Z tymi niegłosującymi? Najnowsze sondaże wskazują, że wśród niezagospodarowanego elektoratu najwięcej jest ludzi o radykalnych poglądach, będących jednocześnie zwolennikami teorii spiskowych (i nie mam tu na myśli Smoleńska – bo ta grupa jak dobrze wiemy znalazła swojego pasterza).Janusz Palikot troszcząc się o osierocone przez SLD środowiska lewicowe stworzył coś na wzór partii (bo od strony praktycznej partią to jeszcze trudno nazwać) i próbuje, głównie światopoglądowo (In vitro, związki partnerskie, zmniejszenie roli Kościoła w Państwie itd.) wejść w nurt lewicowy, ale mimo wszystko dużego kawałka zaufania społecznego nie "chapnął". Kto przygarnie w takim razie skrajną prawicę, która wydaje się w swojej „masie” okazalsza?


Więc tak… Roman Giertych wrócił do zawodu prawnika, a nawet jakby obudziła się w nim na nowo polityczna dusza, to trudno przypuszczać, by nadal głosił te same poglądy, które głosił jeszcze przed laty. Zrobił się jakiś bardziej centrowy, spokojny i bardziej skory do współpracy… nawet z PO. Pan Krzysztof Bosak też jakby się trochę zdystansował… no i charyzmy niewiele… PiS-owskie giermki, te o bardziej prawicowym zabarwieniu, jakby za mało nacjonalistyczne, a za bardzo hura-katolickie i o inne środowiska walczą... Od lat ambitny plan przejęcia prawicowego elektoratu próbuje być realizowany przez JE Janusza Korwin –Mikkego. Bezskutecznie. Co robi więc nie tak? W Internecie poparcie aż hula, na YT filmy z udziałem Pana Janusza biją rekordy popularności, komentarze aż mienią się od zachwytów, ochów, achów, jedni mianują już go wirtualnie królem Polski (zaznaczając zarazem swoje monarchistyczne zapędy), inni gotowi są chwycić miecz i walczyć o wzniosłe hasła, które JKM wykrzykuje już od wielu lat. To nic, że wieją one populizmem, tanim mizdrzeniem się do młodego elektoratu, propagując anarchię…  Poparcie jest i to spore… tyle, że ukryte lub nieletnie... Gdybym przerzucił się całkowicie na życie wirtualne, wyciągał wnioski obserwując nastroje w Internecie, stwierdziłbym, że Polska jest skrajnie prawicowym państwem gardzącym wręcz lewackim myśleniem – które jest nam na siłę wtłoczone przez Brukselę, tudzież samego szatana. Pomyślałbym, że JKM zostanie przy najbliżej okazji Prezydentem, Kongres Nowej Prawicy uzyska tyle mandatów, że bez płaszczenia się przed innymi będzie w stanie zmieniać Konstytucję, a o obecnym ustroju będą jedynie uczyć się nasze dzieci… na lekcjach historii – w rozdziale „Systemy niesprawdzone”. Ale są wybory i bach! Korwin na poziomie błędu statystycznego.

Co jest? Nasza prawica (tak aktywna w Internecie), tak odważnie obrzucająca wszystkich błotem, nazywając ówczesny ustrój komuną, przygotowuje się do testów gimnazjalnych? Bo właśnie tu upatruję główny problem – wiek większości zwolenników JE Janusza Korwina Mikke. Bo jak inaczej tłumaczyć te setki tysięcy głosów poparcia w sieci, a jedynie kilka w wyborczych urnach? Co z tymi, którzy serce mają po prawej stronie, a wyżej wspomnianego Pana nie traktują poważnie? Paweł Kukiz, Wojciech Cejrowski – to dzisiejsze symbole prawicowych rycerzy naszej XXI-wiecznej popkultury. Permanentnie obecną Polskę stawiają na równi z Polską lat 80-tych. Politykę rządu porównują do polityki pierwszych sekretarzy PZPR, a III RP nazywają II PRL-em. Ci Panowie, również są wielbieni przez tysiące internautów, zwłaszcza młodych, którzy nijak owego porównania nie mogą obiektywnie zweryfikować . Filmy z ich udziałem w polskim Internecie są masowo „lajkowane”. I co? Ci Panowie mentorami bezdyskusyjnie się stają, ale do polityki nie chcą. Co za tym idzie, endecja mentorów ma, ale nadal nie ma wodza.
Frustracja więc narasta, prawica radykalizuje się z dnia na dzień. Swoją złość kumuluje i czeka na swój czas, na swojego lidera. Dziś nie głosuje, bo przecież "nie ma na kogo, każdy to komunista”, ale gdy silny wódz w końcu się znajdzie… postarajmy się zdążyć przed wyborami i wręczmy mu indeks ASP bez egzaminów! ...może oszukamy przeznaczenie i zmienimy bieg historii.