Jak bezczelnym ignorantem trzeba być, by nie wspomnieć o
abdykacji Benedykta XVI? Przejść obojętnie obok wszystkich medialnych
doniesień, nie włączyć się do dyskusji i nie wyrazić swojej głośnej obawy, że
"teraz to na pewno czarny będzie! i koniec Świata już!"? ... No po
prostu niewyobrażalnym.
Są
na naszym ziemskim padole zawody, które pomimo niewielkiej konkurencji jakoś
oblegane specjalnie nie są. CV ubiegającego nie musi uderzać oryginalnością, a
list motywacyjny tonąć we frazesach - jak to niezwykle dyspozycyjnym,
komunikatywnym, ambitnym kandydatem jesteśmy. W Rządzie są "stołki",
które wydają się być mniej wygodne od pozostałych, są jakoś źle wyprofilowane, a
ich nieprzyjemne obicia uwierają w pośladki z czasem coraz mocniej. Mimo
wszystko zawsze jakiś "naiwniak" się znajdzie i uwierzy, że jako
Minister Zdrowia będzie lubiany, chwalony i owe stanowisko okaże się trampoliną
do dalszej kariery politycznej. Otóż nie okaże się. Jeśli ktoś ma ambicje, by
być w przyszłości Prezydentem RP, to od Ministerstwa Zdrowia i Transportu
winien się trzymać z daleka, bo na pierwszej debacie prezydenckiej będzie
musiał się tłumaczyć, że za jego kadencji leki były drogie, że kolejki do
lekarzy długie, że drogi dziurawe i pociągi stare. Gdy stanowisko traktujemy
jako metę w naszej politycznej karierze - wybór okazuje się wyśmienity.
Ostatnim
punktem zawodowej kariery jest również stanowisko, które jak się ostatnio
okazało lada chwila się zwolni. Metą nie tylko ze względu na mroczność posady,
ale bardziej ze względu na specyficzną kadencyjność, która w większości
przypadków trwa aż do śmierci. W przypadku Benedykta XVI mamy do czynienia z
pierwszą abdykacją od blisko 600 lat. Śmiem jednak przypuszczać, że na kolejną
będziemy czekać krócej. papieski fotel bowiem coraz mniej wygodny, a paliusz
cięższy. Przy obecnej stopie bezrobocia, jaką mamy w większości państw
europejskich (a przede wszystkim w naszej krainie) można przypuszczać, że do
Watykanu kilka ton papierów aplikacyjnych... zwłaszcza z Polski przyjdzie. Tym
bardziej, że dodatkowe punkty za "polskość" (z wiadomego powodu)
winne być przyznane. I proszę mi tu nie
krzyczeć, że tak nie wolno, że nie każdy sobie ot tak papieżem może zostać i zwykłego
CV ze zdjęciem się nie wysyła. Nie z takimi kwiatkami na obecnym rynku pracy
mamy do czynienia. Stanowisko się zwalnia? Nie ma co nosem kręcić, na
kwalifikacje patrzeć, tylko CV pisać i możliwych znajomości w Watykanie szukać.
A co z ateistami i tymi, którzy nie wyznają naszej jedynie słusznej religii?
Dystansu się trochę nauczyć i własnych poglądów z pracą nie wiązać!
Nie
ma co się jednak oszukiwać - praca łatwa nie jest. O ile za pontyfikatu NASZEGO papieża (bo jak wiadomo tylko JPII był nasz) kojarzyła nam się z przyjemnymi
pielgrzymkami, pozytywnymi uniesieniami tłumów, o tyle teraz wyczuwa się przede
wszystkim wielki ciężar odpowiedzialności.
Krytyka wobec Watykanu narasta, niechęć do KK wydaje się być coraz
większa, "zamiecione" ekscesy pedofilii, homoseksualizmu spod dywanu
się wydobywają, zewsząd odczuwa się naciski lewackiego Świata, by Kościół się
zreformował, dojrzał i zliberalizował. Żartów z KK coraz więcej, kpin i
"podśmiechujek". Ciemne czasy nastały, ateizm, hedonizm, okultyzm i
nihilizm rozszalał się na dobre, a ludzie już nie tylko w Polsce nie kojarzą krzyża
z Jezusem, a raczej z PiSem i Krakowskim Przedmieściem.
Wzmocnienie
dzisiejszej pozycji Watykanu okazuje się więc trudniejsze, niż przejście Mario
Brosa na "jednym życiu", niż zagłuszenie w pojedynkę koncertu
Behemotha przychodząc na niego z papierową tubą i Księgą Psalmów. Ale czy niemożliwe? W snach i marzeniach można
dotykać nawet gwiazd. Więc...
Marzy
mi się więc Kościół zreformowany, czysty, bez dywanów, pod które można
cokolwiek zamiatać, tolerancyjny (ale nie tylko wobec własnych przewinień), otwarty
na dialog i debatę, Kościół niestygmatyzujący, nieśmierdzący naftaliną,
nadążający za swoimi galopującymi owieczkami, skromny, ale będący autorytetem molarnym,
wielkim drogowskazem - nie tylko do spotkania z Bogiem, ale przede wszystkim do odpowiedzi na pytanie "JAK
ŻYĆ?!" (bo Premier nam tego powiedzieć nie chce)
Obecna
"Głowa Kościoła" może być dowolnego koloru, niejeden "Koniec
Świata" już przeżyliśmy, przeżyjemy kolejny... ważne, by rozsądna była...
i ze słodkim obcym akcentem Serdecznie Polaków pozdrawiała!!!
AMEN.


